Ładne dziewczyny

2020-05-02 - http://imgarcade.com/1/rip-curl-my-bikini/. See more ideas about Ładne dziewczyny, Dziewczyny, Hot girls. 2020-06-03 - Explore Martika-b's board 'Ładne dziewczyny' on Pinterest. See more ideas about Dziewczyny, Ładne dziewczyny, Moda. 2018-10-23 - Explore Oliwia Morawska's board 'Ładne dziewczyny' on Pinterest. See more ideas about Dziewczyny, Ładne dziewczyny, Moda. Samotne dziewczyny zwracają coraz większą uwagę na duchowe i uczuciowe aspekty swojego życia. Ukraińcy, jacy tylko leżą na sofach i piją piwo, są mniej zainteresowani w tym, niż mężczyźni ze Stanów i Europy, jakie mają cele w życiu i pracują nad ich osiągnięciem. Ukrainki, jakie marzą o miłości, chcą założyć rodzinę ... Ładne dziewczyny 18 lat - Dołącz do lidera w Podstawą stosunków usług i znaleźć datę dziś. Zarejestruj się i szukaj! Jeśli jesteś w średnim wieku człowiek stara się mieć dobry czas dating człowiek pół twoim wieku, to artykuł dla Ciebie. Darmowy darmowe umawianie się na randki. Sprawdź Serwis! 2019-07-30 - Explore Marek Kawałek's board 'ładne dziewczyny' on Pinterest. See more ideas about Dziewczyny, Ładne dziewczyny, Piękne kobiety. 2020-05-21 - Explore Krisu's board 'Dziewczyny', followed by 2040 people on Pinterest. See more ideas about Dziewczyny, Kobieta, Piękne kobiety. Najpiękniejsze ukraińskie dziewczyny i kobiety na Instagramie. Piękne dziewczyny z Ukrainy Pobierz Nagie dziewczyny zdjęcia stockowe. Szukaj wśród milionów tanich zdjęć. 2020-05-06 - Explore Aneta Łyszkiewicz's board 'dziewczyny' on Pinterest. See more ideas about Dziewczyny, Ładne dziewczyny, Peruki naturalne.

Najlepszy Polski serwer discord do among us😍!

2020.09.08 20:17 OnusPajac Najlepszy Polski serwer discord do among us😍!

Siema 😜 ! Szukasz może fajnego serwera discord, żeby pograć z kimś w among us 🤔? Ten serwer jest stworzony dla Ciebie 😍 !
Co oferujemy 😶 ?
- 😋 Przyjazne community 😋 - 🥳 Ogarniętą administrację 🥳 - 😘 Ładne dziewczyny 😘 - 🤩 I wiele więcej 🤩!
Na co jeszcze czekasz!? Możesz jednym kliknięciem na niego dołączyć klikając ten link 😳!
~Zapraszamy, Administracja 😀
https://discord.gg/JTe5qgs
^ Link ^
submitted by OnusPajac to u/OnusPajac [link] [comments]


2020.09.02 10:00 Basztin Judge Report #1/2020 - Dąbrowa Górnicza

Link: https://miazgastudio.wordpress.com/2020/08/21/raport-sedziowski-1-2020-i-eliminacje-do-mistrzostw-polski-w-jezdzie-agresywnej-na-rolkach-dabrowa-gornicza/

I Eliminacje do Finału Mistrzostw Polski w Jeździe Agresywnej na Rolkach 2020 – Dąbrowa Górnicza
Pierwsze zawody kwalifikujące zawodników do Finału Mistrzostw Polski w Jeździe Agresywnej na Rolkach 2020 odbyły się 15.08.2020 w Dąbrowie Górniczej. Po raz pierwszy od wielu lat frekwencja w kategorii Junior przekroczyła Seniorów! Długo oczekiwana „ zmiana warty” musiała w końcu nastąpić! Kategoria Junior to już nie „przypadkowa łapanka” młodzików śmigających na rolkach od kilku miesięcy, ale w pełni zmobilizowana grupa młodych zawodników ze sporym potencjałem i dobrym przygotowaniem. Ogromnie cieszy także wysoki poziom w kategori Girls – dziewczyny rywalizują na konkretnym poziomie i można zaryzykować stwierdzenie iż niektóre przejazdy spokojnie mogły konkurować z tymi w kategorii Senior. Kategoria OPEN/Senior to niestety spory rozstrzał poziomu jazdy – startujących było niestety mniej niż zwykle, zabrakło sporej grupki czołowych riderów. Oczekujemy, że frekwencja będzie znacznie lepsza podczas II Eliminacji w Gdyni jak i podczas samego finału.
Skład Sędziowski: Sebastian Gruba, Patryk Pilch, Jakub Olejarz
Wyniki:
Kategoria Girls: 1. Kamila Probierz
  1. Patrycja Najda
    1. Agnieszka Abramik
    2. Zuzanna Ormańska
    3. Róża Stolarczyk
    3 Miejsce – Agnieszka Abramik Najmocniejszą stroną Agnieszki są triki na copingu – flagowy triczek - stylowe AO Top Acid siadało idealnie za każdym razem. Dodatkowo rzadko widywan grind Tabernacle (także coping) Technicznie bardzo dobrze jednak brakowało kreatywności i płynnego łączenia trików w linie. 2 Miejsce – Patrycja Najda Przejazd Patrycji to ciekawy mix skoków, grindów i kreatywnego podejścia do przeszkód. Dobry start z wysoką 540, następnie długa linia (szereg RÓŻNYCH grindów na każdej z przeszkód w płynnym przejeździe) zakończona kreatywnym grindem Mistral do Cess Slide Mistral. Dodatkowe punkty w Kreatywności za długie Toe Manuale. Przejazd wolny od potknięć czy zatrzymywania się, ale do pierwszego miejsca brakowało jeszcze chociaż jednego mocnego triku. 1 Miejsce – Kamila Probierz Kamila jak przystało na lokalnego ridera udowodniła że zna ten Skatepark bardzo dobrze – mocny start z małym disasterem na 360 Top Soula, przejścia copingowe Royal do Cloudy, Ao Unity do Ao Top Soul czy Top Soul do Bs Savana na rurce – wszystko pewnie i na dużej prędkości. To właśnie większa prędkość i energia podobały się sędziom najbardziej!
    Kategoria Junior:
    3 Miejsce Krzysztof Staszewski Dużą zaletą przejazu Krzysztofa była prędkość – dynamiczne wyjechane triki. W odróznieniu od wielu innych zawodnik nie stawał w miejscu po wykonanym triku, lecz płynnie przechodził w następny. Solidnie zlądowany backlflip podwyższył notę w kreatywności. Z cikawszych grindó warto wymienić ładne 27 BS unity na copingu oraz Heel Mizou na rurce a także wyjechany pod górę Pornstar na poręczy. Brakowało solidnego wykończenia, ale przejazd spokojnie kwalifikował się na 3 miejsce. 2 Miejsce - Władysław Stadnik Władek to techniczna miazga – 450 Royale czy 54 Ao Soul 360 Out podczas przejazdu w Juniorach ??? Tak! Trudne sztuczki co prawda na krótkich i małych przeszkodach, ale ich duża skuteczność zapewniła wysokie noty w kryterium Techniki. Małe potknięcia podczas samego przejazdu i nie wylądowany końcowy trik (Frontflip) obniżył jednak wynik w kryterium Line oraz Kreatywności – do 1 miejsca na podium więc zabrakło trochę , lecz zdecydowanie jest to zawodnik o którym usłyszymy jeszcze nie raz! 1 Miejsce - Piotr Gbyl Piotrek zdecydowanie wyróżniał się Stylem. Jego przejazd to płynne połączenie wszystkich trików w ciekawą linię. Poszczególne grindy w jego przejeździe były bezwzględnie najdłuższe (zarówno na rurkach jak i na copingu) i różnorodne (Top Soul, TTS, Sweatstance, AO Soul). Jako jedyny Junior wyjechał całą rurkę pod górę na Royala (pod górę i całą część prostą) ponadto jego przejazd był pozbawiony upadków czy przerw.
Kategoria Senior:
3 Miejsce - Eryk Pilch Sędziowie mieli spory problem z 3 pozycją na podium – pierwsze i drugie miejsce było bezdyskusyjne, poziom dwóch pierwszych zawodników był znacząco wyższy od całej reszty zawodników. Walka o 3 miejsce rozegrała się między Dominikiem Kielanem, Bartkiem Bielakiem a Erykiem Pilchem. Podczas gdy Dominik i Bartek skupili się na płynności i tagowaniu każdej z mniejszych przeszkód technicznymi sztuczkami, Eryk postawił wszystko na jedną kartę i wytoczył „cięzkie działo” wykonująć na dużej predkości dwa konkretne „hammery” - największy transfer dnia między quarterem a głównym funboxem na środku parku (180 Method) oraz także największy disaster dnia – Disaster Royale z bocznego banku na główną poręcz. Jako że Dominik i Bartek nie wylądowali swoich finalnych trików (Bartek fakie 45 Bs Royale na copingu , Dominik Toe Manuall wokół całego cornera z copingiem) zdecydowaliśmy, iż tym razem stawiamy na „najcięższe” triki dlatego też finalnie na podium stanął Eryk Pilch.
2 Miejsce - Krystian Zarzeczny Krystian zaprezentował klasyczny i skuteczny przejazd – zaliczone praktycznie WSZYSTKIE elementy skateparku bez upadków czy zatrzymywania się. Triki wykonywane w Line to min. Topside Tea Keatle, 270 BS unity, przejścia Magic trick na obie nogi i wysokie, dynamiczne Rodeo na zakończenie. Krystian wykorzystał 45 sekund najlepiej lądując największą ilość trików, ale do 1 miejsca na podium zabrakło czegoś oryginalnego i zaskakującego.
1 Miejsce – Tomek Przybylik Przejazd Tomka to mieszanka trudnych technicznie grindów (dłuższych i trudniejszych od konkurentów – 27 Bs Farv do Soul przez cały coping cornera, 27 BS Unity), wysokich lotów (długie i NIESPOTYKANE transfery między quarterami – mega stylowe Fakie 720 z dużego banku w kąt głównego funboxa ) ułożone w najciekawszą linię dnia, która nie polegała na zaliczeniu każdego z małych mureczków na króciutki grind, lecz kapitalnie pokazywała jak należy rozkminić sobie przejazd, aby nabrać dodatkowej prędkości po każdym triku płynnie przechodząc w następny. Finalny przejazd oczywiście wolny od przerw czy nietrafionego triku – bezkonkurencyjne 1-sze miejsce.
submitted by Basztin to RolkiPL [link] [comments]


2018.08.25 17:50 AngryPolishManlet Ten subreddit uwielbia historyjki-anegdotki na poparcie powszechnie obowiązującego tu światopoglądu. Oferuję alternatywę.

Idę sobie wczoraj krakowskimi alejami, gdzieś na wysokości AGH zauważam przed sobą dwie dziewczyny. Na oko tak ze 12-13 lat, już wyciągnięte w górę, ale chudziutkie, ładne blondynki. Jakbym miał 12 lat to pewnie bym się podjarał, ale mam 28, więc są dla mnie tak ładne jak mój 2 letni siostrzeniec. No ewidentne kurwa dzieci, nawet nie takie "gorące szesnastki" na które człowiek mimowolnie czasem ziornie, bo gadzi mózg nie widzi żeby od dwudziestek się fizycznie zasadniczo różniły. Te się znacząco różnią. Idą trochę wolniej, więc powoli je mijam, ale jeszcze szybciej ode mnie porusza się dwóch młodych mężczyzn na rowerach z zielonymi plecakami z napisem "Uber Eats". Niektórzy z was pewnie widzieli i wiedzą, że w tej nowej profesji astronomicznie, biorąc pod uwagę naszą demografię, nadreprezentowane są osoby pochodzenia południowo-azjatyckiego. Tak też było w tym wypadku...
Jak oni te dziewczynki ordynarnie obcieli. Jak im się te plugawe ryje szczerzyły. Głowy im się obróciły o 180 stopni jak w Egzorcyście, prawie wjechali w ludzi na przystanku, a potem jeszcze szczerzyli się do siebie jakby im ktoś bony do burdelu wręczył. Zero, absolutne kurwa zero nawet cienia podejrzenia, że w obwieszczaniu światu swojego pociągu do 12 letnich dzieci może być coś nie tak. Niezmącona takimi myślami błogość była w tych ich chutliwych spojerzeniach, nawet śladu obciachu po nich nie było widać. To nawet hultajskie nie było w ich mniemaniu.
W tym właśnie momencie zobaczyłem przed swoim nosem i w rozdzielczości 4k pierwszy klocek Lego z zestawu "Grooming Gang", który po dostarczeniu odpowiedniej ilości klocków złoży się sam.
Pierdolę ekonomię, pierdolę podatki, pierdolę zieloną energię, głosuję na najbardziej radykalnie anty-immigracyjną partię jaką znajdę, bo zobaczyłem na własne oczy, że na ten moment jest kwestią czasu aż w Polsce zaistnieją bezwstydnie zrzeszające się grupy "ludzi", którzy uważają, że gwałcenie dzieci to jest to o co w życiu chodzi i wolę jeść suchy chleb niż się temu biernie przyglądać.
Dziękuję za uwagę, strzałka głosu w dół jest w lewym górnym rogu, gdzie się usuwa post nie wiem, bo niczego nigdy nie moderowałem.
submitted by AngryPolishManlet to Polska [link] [comments]


2017.07.29 19:21 SoleWanderer Bo wszyscy Polacy to jedna rodzina [ZIEMOWIT SZCZEREK]

Pod kolumną Zygmunta stała kontrmiesięcznica. Ludzie czekali, aż z uliczek wyjdzie Jarosław, żeby go poinformować, że będzie siedział.
Z powojennej makiety katedry wyjść miał właśnie hiobowy korowód śpiewający pieśni do okrutnego bóstwa zarządzającego tą równiną, w którym to korowodzie mieszały się poczucie krzywdy i zdrady. I nieleczone kompleksy, bo przecież nie każdy jest hipsterem, co to nie złazi z kozetki psychoanalityka. Ale ten korowód tu pasował. Też był częścią tego bigosu, bo wlókł się uliczkami odbudowanego przez komunistów burżuazyjnego miasteczka powstałego pod wpływem hanzeatyckich wzorców, małej wysepki mieszczańskości w przestworze oceanu zbożowych łanów, na tej płaskoci, ciągnie się hen, aż pod podstopia Uralu. Z drugiej strony płaskoć ta ciągnie się po Holandię, ale cóż poradzić, że z Warszawy jakoś nadal bardziej widać ten cholerny Ural.
Zresztą – w centrum Warszawy widać coraz mniej. Wszystko jest zaaranżowane, ogarnięte, kosteczka, klombiki, nad Wisłą, przy wyjściu z metra, subtelne trzciny niby-nadmorskie, knajpki. Kto by jeszcze parę lat temu pomyślał, kiedy wjeżdżało się do niej jak do idealnej stolicy kraju dzikiego kapitalizmu pożenionego z wielkim kompleksem Zachodu. Najpierw kwik przedmieść, potem prowincjonalne polskie miasto podpompowane do rozmiarów Manhattanu, a w środku – sam Manhattan o uroku tuzinów różnokolorowych toi toiów.
Teraz już wszyscy ładnie ubrani i Zachód. Ale z tarasu pod kolumną Zygmunta nadal rozciąga się widok na drugą stronę Wisły. Na wschód.
Wystarczy wyjechać parę kilometrów w tym kierunku, żeby się już to wszystko zaczęło, ten piaseczek, te brzózki na rzadkiej trawie. Domy drewniane.
Stanąłem w miejscu, gdzie jeżyły się te wszystkie wymiany opon i sztachet premium, i pośród tego krajobrazu wyszła ze sklepu rodzina jedząca lody, i wszyscy, łącznie z dziećmi, mieli podkoszulki z orłami, co nie przeszkadzało im głośno złorzeczyć partii rządzącej i jej przewodniczącemu.
Dogoniłem ich. Zapytałem, przepraszając bardzo, że przeszkadzam, ale jestem dziennikarzem, jak się mają noszone przez nich wzorki do deklarowanych poglądów. Popatrzyli po sobie i powiedzieli, że wzorki ładne po prostu i że Amerykanie też noszą koszulki z Ameryką, a Anglicy – z Anglią. I poszli, a ja zostałem i czułem się jak histeryk i idiota.
Przypomniałem sobie to, gdy pod Sejmem wszyscy oczekiwali na wizytę kibiców Legii, którzy w internecie zapowiadali „podziękowanie komunistycznym złogom”, ale komunikat okazał się fejkiem: przyszło kilku, pokręcili się, poobrażali, że tyle tu policji za pieniądze podatnika, bo lewacy mają kaprys protestować, nie to, co kibice, którzy nigdy nie angażują sił policyjnych niepotrzebnie, i poszli.
Noc była dziwna: KOD ścinał się z Obywatelami RP, nie do końca było wiadomo, czy demonstracja jest rozwiązana, czy nie. Spotkałem znajomego, który skręcał się z zażenowania, bo słuchał Frasyniuka, a ten mówił, że Jarek jest, jaki jest, bo kobiety dawno nie zaznał. I że on, Władysław, jest silnym mężczyzną.
Pachniało dezodorantem Brutal, klasyką rocka i odsmażaną rewolucją z kaset. To było drażniące i wzruszające jednocześnie. Rewolucja wujków z wesela, których jakoś tam się lubi, w końcu wujki, ale którym co chwila trzeba dawać po łapach, bo mylą radosny podryw z obmacywaniem, i co chwila chować twarz w dłoniach, bo wygadują farmazony. Taki jest stereotypowy obraz KOD, i to też jeden z powodów, dla którego ci słynni młodzi, wykształceni, z dużych miast nie palili się do protestów.
A mnie zawsze denerwowało gadanie, że „nie pójdę, bo Janusze i Grażyny”. Wśród KOD-owców jest sporo seksistów. Podobnie jak wśród uchodźców, rowerzystów, związkowców i innych grup społecznych umiłowanych przez lewicę. Problemem jest raczej to, że KOD ma to gdzieś: nie będą go młodzi życia uczyć.
Ale mimo wszystko ci dawni buntownicy – co dochrapali się plazmy i mebli z Ikei, a jeśli szczęścia zabrakło, to starego mieszkania w bloku po dziadkach, ci starzy buntownicy, którzy oderwali się od swoich prac, firm, alimentów i wyszli przy dźwiękach piosenek, które dawno wypadły z list przebojów – mnie wzruszają. Zawsze mnie drażniła beka z ich kombatanckich opowieści i im bardziej to pokolenie iksdu i lolu z nich się śmiało, tym bardziej miałem ochotę iść z tymi ciotkami i wujkami. Tylko, że chwilę później ktoś coś znów palnął i się odechciewało.
A ci świetni młodzi poszli, notabene, dopiero wtedy, kiedy przyszła moda. Przyszła, bo zaczęło się dziać: protesty zaczęło być widać za oknami, a na ekranach smartfonów politycy PiS pieprzyli coraz większe kocopoły i sama beka już nie wystarczała.
Nacjonalistyczna narracja płonie zawsze mocno i jasno, ale bardzo szybko się wytraca. Jak pisaki w latach 80. Każda władza staje się siarą, a szczególnie ta konserwatywna, wychowująca. Jeszcze tak nie było, żeby taka władza długo była przez młodych postrzegana jako cool, i ta też już nie jest.
Okej. Nie tylko moda została. Został jeszcze zwrot klasy średniej na lewo, na który warto chuchać i dmuchać, bo to nie jest tak, że PiS zupełnie nie miał racji, analizując patologie III RP. Tylko że nie każdy, kto rozumie, że państwo było z tektury, musi być od razu kopalnym konserwatystą, nacjonalistą i zwolennikiem zamordyzmu.
Cóż, gdy puszkę Pandory już otwarto. W Lublinie, w Rynku, wyrzucono z knajpy jakiegoś pijanego kolesia, który podrywał dziewczyny. Krążył potem pomiędzy ogródkami, zapewne szczerze nie rozumiejąc, za co.
– Przecież nie jestem Arabem, jestem Polakiem! – wył, turlając się od stolika do stolika.
Na drugi dzień trochę mi się zaczęła udzielać ta prosta duma z Polski remontowanej za unijne: jechaliśmy przez lubelskie i patrzyłem, jak wsie i miasteczka powoli wracały do swoich pierwotnych kształtów, wydobywały się spod biedy i chaosu.
Nasza historia to nic innego jak tylko Ogólnoeuropejski Dzień Świstaka. Europa albo się integruje, albo morduje
Pochód szedł. Szedł i Kaczyński – kolejny przywódca o twarzy wampira, po Horthym i Atatürku, tylko że to była twarz wampira tej ziemi, swojska, kartoflowata nieco.
Innego wampira mieć nie będziemy. To Kaczyński zapuścił sztuczne zęby w duszę polską i przez dziury wyciekło z niej to wszystko, co pokoleniami ci wszyscy Gombrowicze, Mrożkowie, próbowali schować: ciągłe szukanie winy w innych, a nie w sobie, zdziecinnienie, warcholstwo, zaściankowość, fanatyzm, tromtadracja, głupie szarże w imię urażonej dumy.
Z początku wydawało się, że wystarczy te widma egzorcyzmować normalnością. W dzień katastrofy byłem pod Pałacem jako jeden z pierwszych: jeszcze pusto, ani ludzi, ani zniczy, ani ekip z mediów. Z polityków pod Pałacem pierwszy pojawił się Marek Borowski, z wystraszoną nieco miną. Wtedy było jeszcze świecko i obywatelsko.
I zaraz się zaczęło. Od pierwszego dnia stali, bredzili o Komoruskim, o Tusku z krwią na rękach, zawodzili, strzykali czystą nienawiścią. I nawet prawicowcy po cichu mówili: „wariaci spod krzyża”. Jeszcze mieli nadzieję, że ich państwo to będzie zwykła republikańska konserwatywna Rzeczpospolita.
Po wygranej PiS klimat plotek i guseł udzielił się nie tylko jurodiwym.
Ze znajomym lewicowym publicystą szliśmy na protest przeciwko przejmowaniu TK. Był środek zimy, Razemowcy marzli razem z projektorem, którym na siedzibie Szydło wyświetlali wyrok Trybunału, a publicysta mówił mi o nowych plotkach:
– Kaczyński ma raka mózgu, już długo nie pociągnie.
Jak po wojnie, gdy gadano o Andersie na białym koniu i „jedna bomba wodorowa i wrócimy znów do Lwowa”.
Zanosiło się na długą i ponurą noc, a energia do krzyczenia: „Świat na to nie pozwoli!” właśnie się kończyła, bo świat miał gdzieś Rurytanię i walił nie we wschodnioeuropejskich populistów, a w całą wschodnią Europę: że nie dorosła, że rozczarowała.
Przy sądach atmosfera była już zupełnie inna. Wszyscy widzieli, że coś pękło. W „ich” histerycznych wpisach po Twitterach czuć było smród strachu, i to – trudno ukryć – dawało satysfakcję połączoną z żalem. Bo jednak perwersyjnie szkoda mi było trochę tej garstki bożych szaleńców, którzy rzucili się ze swoim strachem przeciwko całemu XXI wiekowi. Tak uchronić przed światem jak Łukaszenka Białoruś uchronił, chowając ją w rogu, za chatą najdalej z kraja stojącą.
Ale satysfakcja była górą, gdy patrzyłem na zbielałą twarz Terleckiego blokowanego w czarnej limuzynie przez tłum pod Wawelem. Kaczyński zwiał wcześniej innym wyjazdem.
W Radomiu pod budynkiem sądów stały dwa znicze. Na balkonie kamienicy stał półgoły chłop i palił papierosa. Znalazłem na Facebooku profil radomskiego KOD. Spytałem, czy dziś są jakieś protesty. W ciągu paru minut odpisali, że były wczoraj i że poniedziałek. Dziś wszyscy w Warszawie.
Kasjerka w Biedronce miała przy kasie znicze.
– Na protesty? – spytałem.
– Ech – odpowiedziała. – Nie. Prywatnie. Nadszedł ten dzień, który, myślałam, nigdy nie nadejdzie.
Zrobiło mi się głupio. Przeprosiłem i powiedziałem, że strasznie współczuję. Uśmiechnęła się oczami.
– Protesty... – zawiesiła głos.
Wzdłuż ulicy Żółkiewskiego w Radomiu porozkładały się supermarkety. Można jeździć, jeśli się ma pieniądze i samochód od jednego do drugiego i udawać, że się żyje jak na całym zachodnim świecie. Ale potem ludzie wracali w swój postkomunizm, do mieszkań przy Chrobrego, i wypakowywali, co tam kupili: kiełbasę drobiową, masło, mięso na zupę, a później włączali rządową albo prywatną tv i oglądali protesty.
Kręciłem się po mieście. Robiłem to, czego dziennikarze najbardziej nienawidzą robić: vox populi. Jedni mówili, że dobrze. Inni, że źle. Większość, żebym dał im święty spokój, bo ich to gówno obchodzi, a ten kraj i tak jak był zjebany, tak będzie, bo mieć zjebany kraj to jest największa polska tradycja.
– Panie – powiedział mi starszy dżentelmen – ja tam też chcę, żeby sędziowie dobrze sądzili, ale po ch... jest im do tego Ziobro potrzebny, to ja nie rozumiem.
– Czyli pan za protestującymi?
– Za tym, żeby tamci od zegarków wrócili, to ja też nie jestem.
Albo, jak mi wytłumaczył młody pan w koszulce 4F:
– Ja ci powiem tak: net ci chodzi?
– Tak.
– Telewizor ci chodzi?
– Tak.
– W sklepach żarcie jest?
– Tak.
– To za ch… nie wiem, o co ci chodzi. A w sądzie cię i tak w ch... zrobią, jak będą chcieli.
Dzień później siedzieliśmy pod Senatem i czuliśmy się tak, jakbyśmy brali udział w jakimś przedstawieniu.
Bo przecież wszyscy wszystkich rozumieją. Ci z lewej wiedzą, że ci z prawej w znakomitej większości nie chcą wprowadzać żadnego faszyzmu, że naprawdę wydaje im się, że gra idzie o reformy, sprawne sądy, uczciwe wybory. Ale też wiedzą, że za ich plecami stoją radykałowie, paranoicy oraz cynicy. I zrobią w wała „nas” i „was”.
Ci z prawej wiedzą, że nikt po lewej stronie nie chce sprzedać Polski na części zamienne do Brukseli i żeby uchodźcy gwałcili wszystko, co się rusza. Tylko że oni też się boją, że tych lewaków cwańsi od nich zrobią w wała.
Tu nie będzie szerokiego kompromisu. A może w końcu? Jedni i drudzy chcą państwa sprawnie realizującego ambitne założenia, wrażliwego społecznie, niespecjalnie się wtrącającego, ale pomagającego, gdy trzeba. Nowej Rzeczypospolitej, już wszystko jedno: trzeciej, czwartej czy piątej.
submitted by SoleWanderer to Polska [link] [comments]


2017.04.07 19:35 Darij Nieudana wizyta w burdelu

Długo dojrzewałem do tego żeby w końcu zasrać. Mam 25 lat i jak do tej pory mój najbliższy kontakt z niespokrewnioną ze mną kobietą (trzymanie kuzynki za rękę czy przytulanie mame) to był wolny taniec na dyskotece w podbazie. Ze względu na moją - delikatnie mówiąc - niezbyt zachęcającą aparycję raczej odpadało, żeby udało mi się stracić prawictwo za darmo więc od dłuższego czasu przeglądałem ogłoszenia na roksie, garsonierze itd. Po długich namysłach zdecydowałem się, jak szaleć to szaleć xD W piątek dostałem wypłatę i zamierzałem na całą zabawę przeznaczyć z 1000zł, żeby nie r* chać z zegarkiem w ręku. Jedną z moich głównych obaw była higiena dziewczyn, więc nie chciałem iść w weekend jak wszystkie mirki z budowy idą prze******* ić tygodniówkę i roksy mają po 20 klientów dziennie, dlatego zdecydowałem się iść w poniedziałek jak najwcześniej rano. Wczoraj zadzwoniłem do tych dziewczyn i umówiliśmy się na dzisiaj na 14:00 i obiecały, że będę pierwszym klientem tego dnia. Byłem taki poddenerwowany, że w nocy prawie nie spałem a od rana ręce mi latały. 3 razy brałem prysznic, obciąłem paznokcie i mniej więcej nożyczkami łoniaki. O 12:00 byłem już tak spięty, że postanowiłem wypić kilka hehe piwek dla kurażu. Obaliłem cztery i o wpół do drugiej stałem już pod domem dziewczyn na Koszykowej. Punkt 14:00 zapukałem do drzwi, dziewczyny mi otwierają już w samej bieliźnie, ja kościej hardo i ręce latają jak u parkinsonowca z nerwów. Jak mnie zobaczyły to na ich twarzach pojawiło się obrzydzenie. Dukam, że wczoraj dzwoniłem i się umawiałem na zabieg dokładnie tego słowa użyłem zdenerwowany xD na czternastą. One mówią, że tak, pamiętają, tylko jest taka sprawa, że jest awaria wody w bloku i niestety ze względów higienicznych nie przyjmują teraz klientów i żebym przyszedł kiedy indziej. Potem zamknęły mi drzwi przed nosem. **** ica mnie trafiła na tej klatce schodowej bo co to za dz**ki, co wybrzydzają w klientach. Wyszedłem wściekły i lekko podpity na ulicę, złapałem taksówkę i próbuję w delikatny sposób wytłumaczyć kierowcy, że chciałbym pojechać do agencji.
No ten panie taksówkarzu wie pan jak to z dziewczynami jest hehehe Ale o co chodzi? No wie pan hehe nie zawsze są a potrzeby człowiek ma hehe no wie pan hehe Może pan powiedzieć gdzie mamy jechać? Myślałem tam sobie właśnie że może pan mi powie gdzie jechać Ja panu mam mówić gdzie pan chce jechać?! w tym momencie już mocno w****iony No bo ja bym chciał do jakiegoś takiego lokalu Mówisz pan o burdlu? No tak coś tego typu, tylko jeżeli by się dało to jakiś dobry
No i kierowca mówi, że zna bardzo dobry lokal, i że mnie zawiezie. Wywiózł mnie j*** ny aż do Łomianek i naliczył 70zł. Pewnie znał 100 burdeli bliżej ale chciał sobie zarobić na mojej niedoli. Muszę mu jednak przyznać, że dobrą mi wybrał tą agencję bo to była prawdziwa wielka willa. Wchodzę do środka i nikogo ***a nie ma. Zaglądam do różnych pomieszczeń ale nikogo nie mogę znaleźć. W końcu wchodzę do kuchni a tam siedzi 6 dzek i pije kawę i je jajecznicę. Pomyślałem tylko- super dom rozpusty *o xD Jedna dziewczyna pyta w czym mogą pomóc a ja zaczynam się jąkać cały blady i nie mogę złożyć poprawnego zdania. Dziewczyny w śmiech i mówia, że widać, że pierwszy raz w "wesołym miasteczku" xD i że godzina 200zł i czy mam pieniądze. To ja odzyskałem głos i rozum człowieka i mówię dumny, że 1000zł mam. No to dziewczyny mówią, że fajnie, pobawimy się, tylko muszę trochę poczekać bo jeszcze nie otworzyli lokalu i ktoś tam jeszcze pokoje sprząta i pościel zmienia i żebym sobie z nimi siadał bo nie będę przecież stał na mrozie na zewnątrz. Przycupnąłem na krześle z nimi przy stole. Nie były takie ładne jak tamte ale 6-7-8/10 bym dał z czystym sercem (ja 3/10), i co najważniejsze w przeciwieństwie do tamtych *** były bardzo sympatyczne. Zaczęły mnie zagadywać jak mam na imię, ile mam lat itd. i tak sobie rozmawiamy i się zrobiło całkiem przyjemnie. Pytają czy już kiedyś rchałem a ja się zarumieniłem i mamroczę pod nosem, że hehe no kiedyś to miałem dziewczynę i coś tam było ale teraz nie mam hehe, a że nie umiem kłamać to one się roześmiały i powiedziały, że to żaden wstyd i one mi wszystko pokażą i żebym się w ogóle nie przejmował. Potem jeszcze chwilą gadaliśmy i taka Monika powiedziała, że w sumie to jestem słodki i jeżeli to mój pierwszy raz to ona za darmo mnie wyrcha a jak mi się spodoba to najwyżej będę do nich wracał. Ja uradowany, że odkryłem w sobie socjal skila na tyle dużego, że dzki mi się za darmo oddają xD i czekam aż skończą te pokoje sprzątać. Nagle Sandra, najstarsza z nich wszystkich, która była chyba menadżerką bo z nią dziewczyny dyskutowały o grafiku, odebrała telefon. Rozmowa była bardzo krótka, ale przez te kilkanaście sekund jej twarz zmieniła się z roześmianej w przerażoną. Sylwia pyta co się stało a ona mówi, że dzwonił dziadek i powiedział, że będzie za 20 minut. Wszystkie dziewczyny pobladły momentalnie i zrobiło się cicho. Monika zaraz zaczęła prawie krzyczeć, że ona już jest zajęta bo ja jestem jej klientem i że jak chcę, to mogę cały dzień u niej za darmo siedzieć. Sandra mówi, że Monika dobrze wie, że jak przyjeżdża dziadek to żadne zasady nie obowiązują i że jak mu się zachce to nam wejdzie do pokoju i wyrcha i ją i mnie. Ja też się wtedy wystraszyłem bo przez utratę prawictwa rozumiałem, że to ja wsadzę ca w c pkę a nie mi jakiś dziadek c a w dupę i jeszcze zapłacę 200zł za tą wątpliwą przyjemność. Pytam, kto to jest ten dziadek a one mi mówią, że to taki aka, że dzki w całym mieście się go boją. Płaci grube pieniądze ale jak już r * cha, to czasami cały burdel jest potem przez tydzień nieczynny. Był u nich 3 tygodnie temu i jedną dziewczynę tak wyał, że skończyła w szpitalu i do dzisiaj jest na chorobowym. Co najgorsze nie można mu odmówić wizyty bo ma znajomości wysoko i jak mu w kilku agencjach odmówili to następnego dnia wpadała policja, skarbówka, sanepid itd. i burdel zamknięty. Wszystkie dziewczyny miały wilgotne oczy, ja też przerażenie mocno. Nagle słychać, że ktoś wali kijem czy czymś takim w drzwi. ******* zaczęły łzy cieknąć a ja długo nie myśląc s ******* iłem do salonu i wlazłem do szafy żeby i mnie też ten dziadek na chorobowe nie posłał. Szafa miała takie jakby szpary poziome i widziałem przez nie co się dzieje zarówno w salonie jak i na korytarzu. Sandra otworzyła drzwi i do domu wszedł dziadek o lasce.
Dzień dobry panu No cześć Sandra, dupy nasmarowane hehe Tak proszę pana, nasmarowane No to wołaj dziewczyny do salonu i zaczynamy zabawę, masz tu kilka groszy
I rzucił na podłogę chyba plik banknotów. Dziadek wszedł ze wszystkimi dziewczynami do salonu. Za dobrze nie widziałem bo szpary były wąskie i tak jakby nachylone w dół, ale widziałem, że dziadek usiadł na kanapie a dziewczyny stanęły w szeregu przed nim. Nogi im się trzęsły i stały tak jakby czekały na rozstrzelanie w tym szeregu. Dziadek wskazał laską na Monikę i ona wtedy zaczęła płakać. Ja też płakałem po cichutku bo bardzo ją zdążyłem polubić a czułem, że stanie się jej coś złego. Dziadek kazał jej wypiąć się tyłem do niego. Reszcie dziewczyn kazał trzymać ją za ręce, nogi i głowę. Jedna chyba słabo trzymałą bo ******* ną ją laską po głowie i kazał trzymać porządnie "bo będzie ostro". Od razu po tym zapakował Monice laskę w dupę tak, aż zawyła. Machał z całej siły a Monika płakała i krzyczała żeby przestał. Dziadek jednak wpychał laskę do połowy długości. Ja nie mogłem już wytrzymać widoku, jak moja niedoszła miłość cierpi i z płaczem wyskoczyłem z szafy i zacząłem uciekać. Jak przebiegałem koło dziadka to on tylko krzykną "o ty c ***u podglądaczu" i szybko zdzielił mnie wyjętą z dupy Moniki laską po głowie. Wtedy przez chwilę zobaczyłem wyraźnie jego twarz. Był to weteran Powstania Warszawskiego i autorytet moralny Władysław Bartoszewski. Przerażony wybiegłem na ulicę zostawiając dziewczyny na jego pastwę. Wsiadłem do autobusu podmiejskiego, który akurat podjechał na przystanek i płacząc dojechałem do centrum a potem do domu. Tak oto zamiast stracenia prawictwa straciłem jeden ze swoich autorytetów.
submitted by Darij to Polska [link] [comments]


2016.09.13 11:39 ben13022 Ukraińcy o Polsce: Czysto, piękne domki, trawniki! A urzędnik się uśmiecha. [Reportaż]

Polaków narzekających na swój kraj wysłałabym na Ukrainę. Niech pomieszkają miesiąc, dwa. Wracając, ziemię na granicy będą całowali. Artykuł dostępny tylko dla prenumeratorów cyfrowej Wyborczej W Polsce mieszka już prawie milion Ukraińców. Pracują, studiują, zakładają firmy. Wrażeniami dzielą się na YouTubie. Nikt tak jak Ukraińcy nie zachwyca się naszym krajem.
Ciepła woda w kranie
Artiom Kołokolkin (19 lat) z Dobropola w obwodzie donieckim. Od dwóch lat mieszka w Warszawie. Studiuje handel międzynarodowy. Pracuje jako recepcjonista w szkole tańca.
Pewnego dnia zadzwoniła do mnie koleżanka, która już wcześniej przyjechała do Polski. Opowiadała nieprawdopodobne rzeczy, jak tu jest wspaniale. Że tu jest prawdziwa Europa. Chciałem tę Europę w końcu zobaczyć.
Zanim w październiku 2014 roku zacząłem tu studia, przyjechałem do Gliwic z grupą młodzieży jako "dziecko Doniecka". Spędzaliśmy tu wakacje z dala od wojny. Ledwo minęliśmy autokarem granicę, a ja włączyłem kamerę i zacząłem wszystko nagrywać. Zobaczyłem inny świat. Największe wrażenie zrobiły na mnie drogi. Szerokie, równe, z pomalowanymi na całej długości białymi pasami rozdzielającymi jezdnie. Prawdziwy kosmos. Chyba każdy Ukrainiec, zwłaszcza z małej miejscowości, nie może wyjść z podziwu, że mogą być drogi bez dziur. Wszystko mi się podobało.
Pierwszą rzeczą, którą kupiłem, była walizka na kółkach. U nas są o wiele droższe. Kosztowała 100 zł. Jedną czwartą pensji mojej mamy.
Rewolucyjną zmianą w moim życiu było też, że w kawalerce, którą wynajmuję, zawsze mam ciepłą wodę w kranie. Na Ukrainie mieszkałem w dziewięciopiętrowym bloku. I często nie było nawet zimnej wody. Albo tylko przez kilka godzin. Mama mi ostatnio powiedziała, że się poprawiło. Zimna woda leci teraz przez całą dobę.
Kolejny szok to komunikacja publiczna. Na Ukrainie człowiek nie wie, kiedy i jaki autobus przyjedzie. Kierowcy jeżdżą, jak chcą, często innymi trasami. W Warszawie już się przyzwyczaiłem, że autobusy przyjeżdżają na właściwy przystanek i o czasie. Gdy opowiadam o tym na Ukrainie, ludzie nie wierzą. Śmiać mi się chce, gdy warszawiacy denerwują się trzyminutowym spóźnieniem.
Za rok studiów w Warszawie płacę 1000 euro. Mama wzięła na to pożyczkę, którą spłacamy. Nie mam polskich korzeni, nie mam więc Karty Polaka. Nie mogę liczyć na żadne przywileje finansowe. Ale oceny na egzaminach dostaję tu za wiedzę, a nie za łapówki. A te na Ukrainie, także na uczelniach, są już narodowym zwyczajem. Jakiś czas temu kolega z Kijowa poprosił mnie o równowartość 70 złotych, bo taka jest na jego uczelni stawka za zdany egzamin. W Polsce o niczym takim nie słyszałem.
Dobrego wrażenia nie zepsuły mi nawet dwa incydenty. Raz w Gliwicach pod nasz hotel przyszła grupa młodych ludzi i krzyczała: "Ukraińskie świnie jedźcie na Ukrainę". Drugi raz ktoś pokazał mi środkowy palec na widok ukraińskiej flagi na moim plecaku. To było latem 2014 roku, gdy na wschodzie Ukrainy toczyły się ciężkie walki.
Niedawno byłem w Paryżu. Tamtejsze metro przypomina mi to w Kijowie. Jest brudno. Poza tym we Francji przez cały czas czułem zagrożenie. W głowie miałem te zamachy. W Niemczech też niewesoło, bo wciąż napływają uchodźcy. I tak myślę: w Wielkiej Brytanii funt leci na łeb na szyję, na Ukrainie znów może wybuchnąć wojna, a w Polsce spokój.
Co mi się bardziej podoba na Ukrainie? Dziewczyny. Na ulicy bez problemu odróżnię Ukrainkę od Polki. Ukrainka, wychodząc choćby na pięć minut do sklepu, musi się dwie godziny przygotowywać przed lustrem. Nie chcę powiedzieć, że Polki o siebie nie dbają, ale nie malują się tak jak Ukrainki. Są bardziej praktyczne.
Wiem, że nigdy nie należy mówić nigdy, ale nie wrócę już na Ukrainę. Tam nie ma dla mnie przyszłości. W Polsce mam prawo stałego pobytu. Sprowadziłem do Warszawy mamę. Chcemy tu zostać. Ale na swoim vlogu ostrzegam innych Ukraińców: nikt tu na dzień dobry nie zostaje dyrektorem. Trzeba się bardzo starać, pracować. No i uczyć polskiego.
W końcu jesteśmy Skrzyccy
Krystyna (37 lat) i Władimir (36 lat) Skritscy z Kijowa. Ona jest prawnikiem, on skończył technikum. W Polsce od półtora roku. W Krakowie prowadzą agencję nieruchomości
Krystyna: - Jechałam z synkiem autobusem. O dziwo, był bardzo zatłoczony. Aby ludzie nie zgnietli dwuletniego wtedy Nikosa, zwyczajem ukraińskim rozstawiłam ramiona i tak tkwiliśmy między pasażerami a drzwiami. Czekałam, na którym przystanku ludzie zaczną na mnie krzyczeć, że drzwi zastawiam. A tu nic. Gdy autobus się zatrzymywał, ludzie mnie przepraszali, ja się odsuwałam i tak za każdym razem. Nikt nawet nie fuknął, nie rzucił złego spojrzenia. W kijowskim autobusie zostałabym obsobaczona na czym świat stoi. Nikt by się nie przejął, że jedzie matka z małym dzieckiem.
Władimir: - Ukraińcy nie mieli czasu nauczyć się codziennej kultury. Życzliwości. U nas najpierw byli pańszczyźniani chłopi, niemal niewolnicy, a później komunizm. Nie było od kogo nauczyć się szacunku dla innych.
Krystyna: - Na Ukrainie pracowałam w firmie leasingowej. Ściągałam zaległości. Wowa pracował w firmie handlowej. Nasz poziom życia nie był zły. Razem zarabialiśmy ok. 1500 dolarów. Ale wokół widzieliśmy rozkład państwa, wszechobecną korupcję, w tym na szczytach władzy. Na Ukrainie nie ma miejsca dla ludzi, którzy chcieliby przestrzegać prawa. I ta pogarda każdego, kto ma nad drugim człowiekiem choćby minimalną władzę. Przerażające.
Władimir: - W Krakowie we wniosku o meldunek narobiłem masę błędów. Urzędniczka powiedziała, że nie ma problemu, i pomogła je poprawić. Na Ukrainie zmieszałaby mnie z błotem na oczach innych. No i oczywiście za wydanie niemal każdej decyzji wszyscy tam biorą w łapę. Bez prezentu niczego się nie załatwi. W Krakowie w żadnym urzędzie nikt ode mnie niczego chciał.
Krystyna: - I ten spokój... Na poczcie, w urzędzie ludzie czekają cierpliwie na numerek. Do okienka podchodzi jedna osoba. Na pocztach pracują bardzo miłe panie. Są wyrozumiałe i chcą pomóc. Nie raz zadawałam im mnóstwo pytań. W Kijowie urzędów z numerkami jest tylko kilka. W innych wszyscy tłoczą się przy okienkach i komentują, co kto załatwia i czemu tak długo. I po co w ogóle zawraca głowę. A urzędnicy warczą. Petent to intruz, który przeszkadza pić kawę albo jeść obiad.
Władimir: - Dla mnie wszystko tu jest inne, lepsze. Zwłaszcza ludzie. Polacy nawet inaczej się ubierają niż Ukraińcy. Bardziej kolorowo. Na Ukrainie, zwłaszcza zimą, wszyscy chodzą ubrani na czarno. Jak klony.
Krystyna: - Przylecieliśmy do Polski 31 grudnia 2014 roku. Na lotnisku w Katowicach powitali nas pogranicznicy. Panowie okazali się bardzo zasadniczy w wypełnianiu obowiązków. Zaprowadzili Wowę do oddzielnego pokoju i przez ponad godzinę sprawdzali nasze papiery.
Władimir: - Mieliśmy ze sobą wszystkie pieniądze za sprzedane mieszkanie. Nie wiem, czy to wzbudziło podejrzenia strażników, ale powiedzieli, że nas nie wpuszczą. Zacząłem na nich krzyczeć. Wrzeszczałem, że przyleciałem do Polski pracować, płacić podatki, wychowywać dzieci. Że przecież mamy pieniądze na życie, że nie będziemy wykorzystywać polskiego podatnika. Jako ostatniego argumentu użyłem polskich przodków. Wykrzyczałem im, że mój pradziadek był Skrzycki. Że mam po nim nazwisko. Może to zrobiło na nich wrażenie, bo nas wpuścili.
Krystyna: - Ja też mam polskich przodków. Z domu jestem Koreniewska. I imię mi rodzice dali zupełnie nieukraińskie. Nie mamy pretensji do tych strażników. Wykonywali swoje obowiązki. Ale nie krzyczeli, nie pokazywali swojej władzy, nie dali do zrozumienia, że nasza przyszłość zależy od ich humoru. A tak zachowują się ukraińscy policjanci czy strażnicy. Każdy, kto ma jakąś władzę nad drugim człowiekiem.
Minusy życia w Polsce? Zanieczyszczone powietrze w Krakowie.
Władimir: - Na razie wynajmujemy mieszkanie, ale będziemy chcieli kupić własne. Córka od września pójdzie do pierwszej klasy. Po polsku mówi lepiej niż ja. Mamy dwie firmy. Jedna to agencja nieruchomości. Druga to pomoc prawna. Pomagamy Ukraińcom, Białorusinom i Rosjanom, którzy chcą w Polsce wynająć lub kupić mieszkanie. Na naszym vlogu za darmo udzielamy konsultacji.
Krystyna: - Chcielibyśmy mieć polskie obywatelstwo i szybko się zintegrować z Polakami. W końcu jesteśmy Skrzyccy.
Proszę pani, proszę pana
Luda (40 lat) i Walerij (40 lat) Migaczowowie z Czernichowa. Od czterech miesięcy mieszkają we Wrocławiu. Ona pracuje w zakładzie produkującym wafle, on w firmie transportowej
Luda: - Wynajmujemy dwa pokoje na Krzykach. Ładne, umeblowane, za 1800 złotych. Dobrze się mieszka, ale nie mamy kontaktów z sąsiadami. To prawie sami emeryci. Mówimy sobie dzień dobry i tyle.
Walerij: - Ale nigdy nikt nam nic złego nie powiedział. A przecież słyszą, że nie mówimy po polsku.
Luda: - Na Ukrainie jest przekonanie, że w Polsce nie lubią Ukraińców. Na naszym vlogu odpowiadamy: nam tu bardzo dobrze i nie ma się czego obawiać.
Walerij: - Naszego jedenastoletniego Aleksieja sprowadziliśmy na początku lipca. Był tydzień na półkoloniach i ma już polskich kolegów. Za pół roku będzie mówił po polsku bez akcentu. Na Ukrainie została jeszcze 21-letnia córka i 19-letni syn, który jest kontraktowym żołnierzem.
Luda: - Jest na wojnie. Dowodzi czołgiem. Zostało mu pół roku służby. Jak tylko skończy kontrakt, chce dołączyć do nas. Córka też.
Walerij: - Na Ukrainie miałem kilka biznesów, na przykład produkowałem meble biurowe, cały czas mam jeszcze saunę, którą teraz prowadzi ktoś inny. W Polsce pracuję jako kierowca w firmie transportowej. Wożę ludzi.
Luda: - Ja miałam sześć sklepów na bazarach. Wszystko szło dobrze do 2014 roku, do wybuchu wojny. Na Ukrainie wszystko przelicza się na dolary. Wtedy zaczął rosnąć kurs, więc ludziom coraz mniej zostawało pieniędzy. Nasze interesy przestały się opłacać.
Walerij: - W listopadzie powiedzieliśmy "dość". Luda zlikwidowała sklepy, a ja zakład meblowy. Żeby mieć pieniądze na podróż, wynajem mieszkania i pierwsze tygodnie w Polsce, sprzedaliśmy samochód.
Luda: - Nie myślimy o wyjeździe do innego kraju. Mamy podobną mentalność, podobne języki. Zawsze możemy wsiąść w samochód i pojechać te tysiąc kilometrów do Czernichowa.
Walerij: - Byłem w Stanach, Kanadzie, Niemczech, Holandii, Francji. Wszędzie pięknie. Ale co z tego, skoro ludzie inni. Niemców nie lubię.
Luda: - Nigdy wcześniej nie byłam za granicą. Przyjechałam do Polski i wpadłam w zachwyt. Ludzie jak u nas, ale jednak Europa. Przede wszystkim te wasze drogi. U nas takie dziury, że samochodom urywa koła. Dosłownie.
Walerij: - Na Ukrainie od niedawna jest policja, nie milicja. Ale łapówki jak brali, tak biorą. Policji wszyscy się boją, bo mogą zrobić z człowiekiem, co chcą. Nikt nie podejdzie do policjanta z własnej woli. A ja w Polsce robiłem synowi zdjęcia w czapce policjanta. Poprosiłem i on zdjął tę czapkę, posadził syna w radiowozie. Na Ukrainie do głowy by mi to nie przyszło.
Luda: - W polskim sklepie asortyment bez porównania większy. Jogurtów macie przeróżne rodzaje. Taniej. I ta obsługa w sklepach. Tu się nie krzyczy. Nie pogania przy ladzie: "Bystriej, bystriej!", jak się zagapisz. Wszyscy stoją grzecznie. I jest to polskie "proszę", "dziękuję", "proszę pani, proszę pana". Kultura. A polskie domy takije krasiwyje. Zadbane. Te trawniki, kwiaty, krzewy. Nawet na dalekiej wsi. U nas takie są u bogaczy. A tu normalni ludzie tak mieszkają. Dlatego wielu Ukraińców wszystko nagrywa i później pokazuje na swoich kanałach na YouTubie.
Walerij: - Na Ukrainie jak ktoś ma coś ładnego wokół domu, to postawi wysoki na parę metrów betonowy mur, że nawet się tego nie zobaczy. Ale największe różnice widać na wsi. Polska wieś żyje. Ludzie pracują, dbają o gospodarstwa. Na Ukrainie kołchozów już nie ma, ziemia jest w rękach prywatnych, ale wieś ukraińska pracuje w mieście. Jak ktoś ma gospodarstwo, to tylko nasadzi kartofli, żeby mieć co jeść.
Polacy nie mają takich problemów jak my. Zarobi i myśli o kupnie nowego sprzętu do domu, o grillu, piwie albo urlopie. Odpoczywa po pracy. Ukrainiec cały czas drży, jak przetrwać następny dzień.
Luda: - Jeszcze dwóch rzeczy zazdrościmy Polakom. Tu starszym ludziom ustępuje się miejsca w autobusach. Sama widziałam. Na Ukrainie nikt się nie ruszy. I w Polsce, gdy jedzie karetka, wszyscy kierowcy robią przejazd. Na Ukrainie karetki muszę się przedzierać, a jak im się nie uda, to stoją.
Walerij: - Ilu naszych znajomych chce przyjechać do Polski? Wszyscy. Dosłownie. Nasz vlog Polsza dla tiebia, czyli Polska dla ciebie, prowadzimy, by innym ułatwić przyjazd do Polski. Żeby nie tracili pieniędzy na pośredników. Jesteśmy tu kilka miesięcy, a już pomogliśmy przyjechać ośmiu znajomym.
Co jest dobrego na Ukrainie? Ludzie. Ukraińcy to pracowity i dobry naród. Tylko strasznie upodlony.
Luda: - Co nam się w Polsce nie podoba? W święta prawie wszystko jest zamknięte. U nas nie ma takiego święta, żeby pozamykali sklepy.
Chcielibyśmy tu założyć jakiś swój biznes. Sprzedamy dom na Ukrainie i kupimy tu, w Polsce. Aleksiej, chodząc po Wrocławiu, pokazuje ukwiecone balkony i mówi: Mama, taki kiedyś będziemy mieć w naszym domu. Ukraińcy o Polsce: Czysto, piękne domki, trawniki! A urzędnik się uśmiecha Wyborcza.pl · by Jacek Różalski · January 9, 2016 Wyborcza.pl Duży Format REKLAMA
Jelena Sudina z Awdijewki pod Donieckiem: - Byłam w Berlinie i mi się nie podobało. Jakiś inny, obcy dla mnie klimat. Czułam się nieswojo. A w Warszawie jak w domu (Fot. Albert Zawada/ Agencja Gazeta)
Zobacz zdjęcia (3) Polaków narzekających na swój kraj wysłałabym na Ukrainę. Niech pomieszkają miesiąc, dwa. Wracając, ziemię na granicy będą całowali. Artykuł dostępny tylko dla prenumeratorów cyfrowej Wyborczej W Polsce mieszka już prawie milion Ukraińców. Pracują, studiują, zakładają firmy. Wrażeniami dzielą się na YouTubie. Nikt tak jak Ukraińcy nie zachwyca się naszym krajem.
Ciepła woda w kranie
Artiom Kołokolkin (19 lat) z Dobropola w obwodzie donieckim. Od dwóch lat mieszka w Warszawie. Studiuje handel międzynarodowy. Pracuje jako recepcjonista w szkole tańca.
Pewnego dnia zadzwoniła do mnie koleżanka, która już wcześniej przyjechała do Polski. Opowiadała nieprawdopodobne rzeczy, jak tu jest wspaniale. Że tu jest prawdziwa Europa. Chciałem tę Europę w końcu zobaczyć.
Zanim w październiku 2014 roku zacząłem tu studia, przyjechałem do Gliwic z grupą młodzieży jako "dziecko Doniecka". Spędzaliśmy tu wakacje z dala od wojny. Ledwo minęliśmy autokarem granicę, a ja włączyłem kamerę i zacząłem wszystko nagrywać. Zobaczyłem inny świat. Największe wrażenie zrobiły na mnie drogi. Szerokie, równe, z pomalowanymi na całej długości białymi pasami rozdzielającymi jezdnie. Prawdziwy kosmos. Chyba każdy Ukrainiec, zwłaszcza z małej miejscowości, nie może wyjść z podziwu, że mogą być drogi bez dziur. Wszystko mi się podobało.
Pierwszą rzeczą, którą kupiłem, była walizka na kółkach. U nas są o wiele droższe. Kosztowała 100 zł. Jedną czwartą pensji mojej mamy.
Rewolucyjną zmianą w moim życiu było też, że w kawalerce, którą wynajmuję, zawsze mam ciepłą wodę w kranie. Na Ukrainie mieszkałem w dziewięciopiętrowym bloku. I często nie było nawet zimnej wody. Albo tylko przez kilka godzin. Mama mi ostatnio powiedziała, że się poprawiło. Zimna woda leci teraz przez całą dobę.
Kolejny szok to komunikacja publiczna. Na Ukrainie człowiek nie wie, kiedy i jaki autobus przyjedzie. Kierowcy jeżdżą, jak chcą, często innymi trasami. W Warszawie już się przyzwyczaiłem, że autobusy przyjeżdżają na właściwy przystanek i o czasie. Gdy opowiadam o tym na Ukrainie, ludzie nie wierzą. Śmiać mi się chce, gdy warszawiacy denerwują się trzyminutowym spóźnieniem.
Za rok studiów w Warszawie płacę 1000 euro. Mama wzięła na to pożyczkę, którą spłacamy. Nie mam polskich korzeni, nie mam więc Karty Polaka. Nie mogę liczyć na żadne przywileje finansowe. Ale oceny na egzaminach dostaję tu za wiedzę, a nie za łapówki. A te na Ukrainie, także na uczelniach, są już narodowym zwyczajem. Jakiś czas temu kolega z Kijowa poprosił mnie o równowartość 70 złotych, bo taka jest na jego uczelni stawka za zdany egzamin. W Polsce o niczym takim nie słyszałem.
Dobrego wrażenia nie zepsuły mi nawet dwa incydenty. Raz w Gliwicach pod nasz hotel przyszła grupa młodych ludzi i krzyczała: "Ukraińskie świnie jedźcie na Ukrainę". Drugi raz ktoś pokazał mi środkowy palec na widok ukraińskiej flagi na moim plecaku. To było latem 2014 roku, gdy na wschodzie Ukrainy toczyły się ciężkie walki.
Niedawno byłem w Paryżu. Tamtejsze metro przypomina mi to w Kijowie. Jest brudno. Poza tym we Francji przez cały czas czułem zagrożenie. W głowie miałem te zamachy. W Niemczech też niewesoło, bo wciąż napływają uchodźcy. I tak myślę: w Wielkiej Brytanii funt leci na łeb na szyję, na Ukrainie znów może wybuchnąć wojna, a w Polsce spokój.
Co mi się bardziej podoba na Ukrainie? Dziewczyny. Na ulicy bez problemu odróżnię Ukrainkę od Polki. Ukrainka, wychodząc choćby na pięć minut do sklepu, musi się dwie godziny przygotowywać przed lustrem. Nie chcę powiedzieć, że Polki o siebie nie dbają, ale nie malują się tak jak Ukrainki. Są bardziej praktyczne.
Wiem, że nigdy nie należy mówić nigdy, ale nie wrócę już na Ukrainę. Tam nie ma dla mnie przyszłości. W Polsce mam prawo stałego pobytu. Sprowadziłem do Warszawy mamę. Chcemy tu zostać. Ale na swoim vlogu ostrzegam innych Ukraińców: nikt tu na dzień dobry nie zostaje dyrektorem. Trzeba się bardzo starać, pracować. No i uczyć polskiego.
W końcu jesteśmy Skrzyccy
Krystyna (37 lat) i Władimir (36 lat) Skritscy z Kijowa. Ona jest prawnikiem, on skończył technikum. W Polsce od półtora roku. W Krakowie prowadzą agencję nieruchomości
Krystyna: - Jechałam z synkiem autobusem. O dziwo, był bardzo zatłoczony. Aby ludzie nie zgnietli dwuletniego wtedy Nikosa, zwyczajem ukraińskim rozstawiłam ramiona i tak tkwiliśmy między pasażerami a drzwiami. Czekałam, na którym przystanku ludzie zaczną na mnie krzyczeć, że drzwi zastawiam. A tu nic. Gdy autobus się zatrzymywał, ludzie mnie przepraszali, ja się odsuwałam i tak za każdym razem. Nikt nawet nie fuknął, nie rzucił złego spojrzenia. W kijowskim autobusie zostałabym obsobaczona na czym świat stoi. Nikt by się nie przejął, że jedzie matka z małym dzieckiem.
Władimir: - Ukraińcy nie mieli czasu nauczyć się codziennej kultury. Życzliwości. U nas najpierw byli pańszczyźniani chłopi, niemal niewolnicy, a później komunizm. Nie było od kogo nauczyć się szacunku dla innych.
Krystyna: - Na Ukrainie pracowałam w firmie leasingowej. Ściągałam zaległości. Wowa pracował w firmie handlowej. Nasz poziom życia nie był zły. Razem zarabialiśmy ok. 1500 dolarów. Ale wokół widzieliśmy rozkład państwa, wszechobecną korupcję, w tym na szczytach władzy. Na Ukrainie nie ma miejsca dla ludzi, którzy chcieliby przestrzegać prawa. I ta pogarda każdego, kto ma nad drugim człowiekiem choćby minimalną władzę. Przerażające.
Władimir: - W Krakowie we wniosku o meldunek narobiłem masę błędów. Urzędniczka powiedziała, że nie ma problemu, i pomogła je poprawić. Na Ukrainie zmieszałaby mnie z błotem na oczach innych. No i oczywiście za wydanie niemal każdej decyzji wszyscy tam biorą w łapę. Bez prezentu niczego się nie załatwi. W Krakowie w żadnym urzędzie nikt ode mnie niczego chciał.
Krystyna: - I ten spokój... Na poczcie, w urzędzie ludzie czekają cierpliwie na numerek. Do okienka podchodzi jedna osoba. Na pocztach pracują bardzo miłe panie. Są wyrozumiałe i chcą pomóc. Nie raz zadawałam im mnóstwo pytań. W Kijowie urzędów z numerkami jest tylko kilka. W innych wszyscy tłoczą się przy okienkach i komentują, co kto załatwia i czemu tak długo. I po co w ogóle zawraca głowę. A urzędnicy warczą. Petent to intruz, który przeszkadza pić kawę albo jeść obiad.
Władimir: - Dla mnie wszystko tu jest inne, lepsze. Zwłaszcza ludzie. Polacy nawet inaczej się ubierają niż Ukraińcy. Bardziej kolorowo. Na Ukrainie, zwłaszcza zimą, wszyscy chodzą ubrani na czarno. Jak klony.
Krystyna: - Przylecieliśmy do Polski 31 grudnia 2014 roku. Na lotnisku w Katowicach powitali nas pogranicznicy. Panowie okazali się bardzo zasadniczy w wypełnianiu obowiązków. Zaprowadzili Wowę do oddzielnego pokoju i przez ponad godzinę sprawdzali nasze papiery.
Władimir: - Mieliśmy ze sobą wszystkie pieniądze za sprzedane mieszkanie. Nie wiem, czy to wzbudziło podejrzenia strażników, ale powiedzieli, że nas nie wpuszczą. Zacząłem na nich krzyczeć. Wrzeszczałem, że przyleciałem do Polski pracować, płacić podatki, wychowywać dzieci. Że przecież mamy pieniądze na życie, że nie będziemy wykorzystywać polskiego podatnika. Jako ostatniego argumentu użyłem polskich przodków. Wykrzyczałem im, że mój pradziadek był Skrzycki. Że mam po nim nazwisko. Może to zrobiło na nich wrażenie, bo nas wpuścili.
Krystyna: - Ja też mam polskich przodków. Z domu jestem Koreniewska. I imię mi rodzice dali zupełnie nieukraińskie. Nie mamy pretensji do tych strażników. Wykonywali swoje obowiązki. Ale nie krzyczeli, nie pokazywali swojej władzy, nie dali do zrozumienia, że nasza przyszłość zależy od ich humoru. A tak zachowują się ukraińscy policjanci czy strażnicy. Każdy, kto ma jakąś władzę nad drugim człowiekiem.
Minusy życia w Polsce? Zanieczyszczone powietrze w Krakowie.
Władimir: - Na razie wynajmujemy mieszkanie, ale będziemy chcieli kupić własne. Córka od września pójdzie do pierwszej klasy. Po polsku mówi lepiej niż ja. Mamy dwie firmy. Jedna to agencja nieruchomości. Druga to pomoc prawna. Pomagamy Ukraińcom, Białorusinom i Rosjanom, którzy chcą w Polsce wynająć lub kupić mieszkanie. Na naszym vlogu za darmo udzielamy konsultacji.
Krystyna: - Chcielibyśmy mieć polskie obywatelstwo i szybko się zintegrować z Polakami. W końcu jesteśmy Skrzyccy.
Proszę pani, proszę pana
Luda (40 lat) i Walerij (40 lat) Migaczowowie z Czernichowa. Od czterech miesięcy mieszkają we Wrocławiu. Ona pracuje w zakładzie produkującym wafle, on w firmie transportowej
Luda: - Wynajmujemy dwa pokoje na Krzykach. Ładne, umeblowane, za 1800 złotych. Dobrze się mieszka, ale nie mamy kontaktów z sąsiadami. To prawie sami emeryci. Mówimy sobie dzień dobry i tyle.
Walerij: - Ale nigdy nikt nam nic złego nie powiedział. A przecież słyszą, że nie mówimy po polsku.
Luda: - Na Ukrainie jest przekonanie, że w Polsce nie lubią Ukraińców. Na naszym vlogu odpowiadamy: nam tu bardzo dobrze i nie ma się czego obawiać.
Walerij: - Naszego jedenastoletniego Aleksieja sprowadziliśmy na początku lipca. Był tydzień na półkoloniach i ma już polskich kolegów. Za pół roku będzie mówił po polsku bez akcentu. Na Ukrainie została jeszcze 21-letnia córka i 19-letni syn, który jest kontraktowym żołnierzem.
Luda: - Jest na wojnie. Dowodzi czołgiem. Zostało mu pół roku służby. Jak tylko skończy kontrakt, chce dołączyć do nas. Córka też.
Walerij: - Na Ukrainie miałem kilka biznesów, na przykład produkowałem meble biurowe, cały czas mam jeszcze saunę, którą teraz prowadzi ktoś inny. W Polsce pracuję jako kierowca w firmie transportowej. Wożę ludzi.
Luda: - Ja miałam sześć sklepów na bazarach. Wszystko szło dobrze do 2014 roku, do wybuchu wojny. Na Ukrainie wszystko przelicza się na dolary. Wtedy zaczął rosnąć kurs, więc ludziom coraz mniej zostawało pieniędzy. Nasze interesy przestały się opłacać.
Walerij: - W listopadzie powiedzieliśmy "dość". Luda zlikwidowała sklepy, a ja zakład meblowy. Żeby mieć pieniądze na podróż, wynajem mieszkania i pierwsze tygodnie w Polsce, sprzedaliśmy samochód.
Luda: - Nie myślimy o wyjeździe do innego kraju. Mamy podobną mentalność, podobne języki. Zawsze możemy wsiąść w samochód i pojechać te tysiąc kilometrów do Czernichowa.
Walerij: - Byłem w Stanach, Kanadzie, Niemczech, Holandii, Francji. Wszędzie pięknie. Ale co z tego, skoro ludzie inni. Niemców nie lubię.
Luda: - Nigdy wcześniej nie byłam za granicą. Przyjechałam do Polski i wpadłam w zachwyt. Ludzie jak u nas, ale jednak Europa. Przede wszystkim te wasze drogi. U nas takie dziury, że samochodom urywa koła. Dosłownie.
Walerij: - Na Ukrainie od niedawna jest policja, nie milicja. Ale łapówki jak brali, tak biorą. Policji wszyscy się boją, bo mogą zrobić z człowiekiem, co chcą. Nikt nie podejdzie do policjanta z własnej woli. A ja w Polsce robiłem synowi zdjęcia w czapce policjanta. Poprosiłem i on zdjął tę czapkę, posadził syna w radiowozie. Na Ukrainie do głowy by mi to nie przyszło.
Luda: - W polskim sklepie asortyment bez porównania większy. Jogurtów macie przeróżne rodzaje. Taniej. I ta obsługa w sklepach. Tu się nie krzyczy. Nie pogania przy ladzie: "Bystriej, bystriej!", jak się zagapisz. Wszyscy stoją grzecznie. I jest to polskie "proszę", "dziękuję", "proszę pani, proszę pana". Kultura. A polskie domy takije krasiwyje. Zadbane. Te trawniki, kwiaty, krzewy. Nawet na dalekiej wsi. U nas takie są u bogaczy. A tu normalni ludzie tak mieszkają. Dlatego wielu Ukraińców wszystko nagrywa i później pokazuje na swoich kanałach na YouTubie.
Walerij: - Na Ukrainie jak ktoś ma coś ładnego wokół domu, to postawi wysoki na parę metrów betonowy mur, że nawet się tego nie zobaczy. Ale największe różnice widać na wsi. Polska wieś żyje. Ludzie pracują, dbają o gospodarstwa. Na Ukrainie kołchozów już nie ma, ziemia jest w rękach prywatnych, ale wieś ukraińska pracuje w mieście. Jak ktoś ma gospodarstwo, to tylko nasadzi kartofli, żeby mieć co jeść.
Polacy nie mają takich problemów jak my. Zarobi i myśli o kupnie nowego sprzętu do domu, o grillu, piwie albo urlopie. Odpoczywa po pracy. Ukrainiec cały czas drży, jak przetrwać następny dzień.
Luda: - Jeszcze dwóch rzeczy zazdrościmy Polakom. Tu starszym ludziom ustępuje się miejsca w autobusach. Sama widziałam. Na Ukrainie nikt się nie ruszy. I w Polsce, gdy jedzie karetka, wszyscy kierowcy robią przejazd. Na Ukrainie karetki muszę się przedzierać, a jak im się nie uda, to stoją.
Walerij: - Ilu naszych znajomych chce przyjechać do Polski? Wszyscy. Dosłownie. Nasz vlog Polsza dla tiebia, czyli Polska dla ciebie, prowadzimy, by innym ułatwić przyjazd do Polski. Żeby nie tracili pieniędzy na pośredników. Jesteśmy tu kilka miesięcy, a już pomogliśmy przyjechać ośmiu znajomym.
Co jest dobrego na Ukrainie? Ludzie. Ukraińcy to pracowity i dobry naród. Tylko strasznie upodlony.
Luda: - Co nam się w Polsce nie podoba? W święta prawie wszystko jest zamknięte. U nas nie ma takiego święta, żeby pozamykali sklepy.
Chcielibyśmy tu założyć jakiś swój biznes. Sprzedamy dom na Ukrainie i kupimy tu, w Polsce. Aleksiej, chodząc po Wrocławiu, pokazuje ukwiecone balkony i mówi: Mama, taki kiedyś będziemy mieć w naszym domu.
O nic się nie martwię
Jelena Sudina (38 lat) z Awdijewki pod Donieckiem. Instruktorka fitnessu. W Warszawie mieszka od dwóch lat
Jestem rosyjskojęzyczną Ukrainką. Jak większość na wschodzie Ukrainy. Ale nie mam nic wspólnego z separatystami, przez których musiałam opuścić dom. Trafiła w niego bomba. Na szczęście nikomu nic się nie stało. W maju 2014 roku uciekłam z 12-letnim synem. Żeby mieć pieniądze na wyjazd, sprzedałam samochód.
Przez 15 lat byłam nauczycielką informatyki. Miałam też studio fotograficzne i sklep internetowy: sprzedawałam pościel i zabawki. Rano - szkoła, a popołudniami i wieczorami - biznes. Z pensji nauczycielki ledwo starcza na opłacenie czynszu i rachunków. Każdy nauczyciel musi dorabiać, inaczej nie miałby na jedzenie.
Donieck to duże, prężne i bogate miasto, ale w porównaniu z Warszawą to inna planeta. Trolejbusy są stare, strasznie zapchane, a kierowcy to niesamowite chamy, krzyczą na pasażerów. Tu podziwiam transport miejski: niskopodłogowe autobusy i tramwaje. U nas inwalidami nikt się nie przejmuje, więc wielu życie spędza w domach. Wrażenie zrobiły na mnie elektroniczne wyświetlacze i zapowiedzi kolejnych przystanków. W Warszawie jadę sobie po równych ulicach. Rozglądam się. Obserwuję ludzi na chodnikach albo sklepy. I o nic się nie martwię. Wreszcie czuję spokój.
To nie spodoba się niektórym Ukraińcom, ale mentalnie bardziej pasuję do Polski. Żałuję, że nie mam polskich korzeni. Nie chodzi przy tym o Kartę Polaka i związane z nią przywileje. Polacy mają cechy, których brakuje Ukraińcom. Tu ludzie sobie pomagają. Jak ktoś pyta o drogę, to życzliwie tłumaczą. Na Ukrainie ludzie nie są życzliwi.
Byłam w Berlinie i mi się nie podobało. Jakiś inny, obcy dla mnie klimat. Czułam się nieswojo. A w Warszawie jak w domu. Wciąż jestem jak turystka, która nie może przestać się zachwycać. Choć po dwóch latach dostrzegam, że są korki i że nie wszystkie domy są wyremontowane.
Tęsknię za Donieckiem, ale wiem, że nigdy tam nie wrócę. Tu ludzie mają możliwości rozwoju, spokojnego życia. Na Ukrainie takich perspektyw nie ma.
Jestem szczęśliwa, że mój syn będzie dorastał w Polsce. W gimnazjum na Bemowie został bardzo dobrze przyjęty przez kolegów. Zaopiekowali się nim. Jemu tak spodobało się w szkole, że żałował, że nie ma lekcji w weekendy. Proszę sobie wyobrazić, że Borys zdobył w gimnazjum drugie miejsce w konkursie wiedzy o Warszawie.
Podobnie jak ja jest zafascynowany tańcem. Często jeździmy na zawody. Niedawno zajął ósme miejsce na Grand Prix Polski. Ja szkolę instruktorów tańca. A niedawno założyłam także studio filmowe. Nakręciliśmy już jeden film edukacyjny. Teraz zdobyłam grant na nagranie filmu o imigrantach w Polsce. Nie tylko o Ukraińcach.
Czy spotkało mnie coś przykrego? Osobiście nie. Ale nie raz widzieliśmy napisy "Polska tylko dla Polaków". Teraz dzieje się wszędzie tyle dziwnych rzeczy, że kazałam Borysowi w autobusach mówić tylko po polsku. Nawet gdy rozmawia ze mną przez telefon. Tak dla bezpieczeństwa.
Moje plany? Kiedyś kupię sobie domek pod Warszawą i spędzę w nim spokojnie resztę życia.
Urzędnik się uśmiecha
Anastazja Kwadrowicz (29 lat) i Andrzej Mołodecki (24 lata), rodzeństwo z Żytomierza. Ona zajmuje się obsługą klientów w firmie kanadyjskiej, on szuka pracy. Od trzech lat w Warszawie
Andrzej: - Granicę przekroczyliśmy w nocy, więc niewiele widzieliśmy po drodze. Ja pierwszy raz wyjeżdżałem z Ukrainy, więc bardzo mnie ciekawiło, jak to będzie.
Anastazja: - Przyjechaliśmy 21 lipca 2013 roku. Mówiliśmy już nieźle po polsku dzięki naszej nauczycielce, która pochodzi z Warszawy. Pani Helena opowiadała, że w Polsce nie ma bezdomnych psów. A my pod dworcem od razu zobaczyliśmy dużego, ewidentnie bezdomnego psa. Zrobiliśmy zdziwione miny. No i sam Dworzec Zachodni też nie prezentował się wtedy dobrze. To była trochę taka Ukraina. Szaro, trochę brudno. Teraz wygląda to o wiele lepiej. No i rzeczywiście w Warszawie bezdomne zwierzęta to pojedyncze przypadki. A po Ukrainie biegają całe watahy wielkich bezdomnych psów. I kotów.
Andrzej: - Pierwszego dnia poszliśmy oglądać miasto. Marszałkowska, Stare Miasto, Trakt Królewski. Dopiero tam krzyknęliśmy "Wow!". To była naprawdę Europa. Czysto, na chodnikach kwiaty i drzewa w donicach.
Anastazja: - Ogródki kawiarniane. Czegoś takiego na Ukrainie nie widzieliśmy.
Andrzej: - Zachwytów starczyło nam do Łazienek. Tam poczuliśmy takie zmęczenie, żeśmy spali na ławce. Na zmiany. Na drugi dzień znaleźliśmy mieszkanie.
Anastazja: - Tata był Ukraińcem. Polakami byli nasi dziadkowie i pradziadkowie ze strony matki. Dostaliśmy Karty Polaka.
Andrzej: - Ja, mając 16 lat, przyjąłem nazwisko matki: Mołodecki. Na Ukrainie w momencie wystąpienia o paszport można zmienić nazwisko. Wiele osób tak robi. Ja chciałem podkreślić moje polskie korzenie.
Anastazja: - Od dziecka byliśmy wychowywani przez matkę, żeby nie kłamać, nie brać i nie dawać łapówek, uczciwie zarabiać na życie. Ale na Ukrainie ludzie z takimi zasadami nie przeżyją. Pojechałam do Kijowa na studia. Myślałam: założę firmę, będę płaciła podatki i godnie żyła. Nic z tego. Nie dałam rady. Nie chciałam dawać łapówek urzędnikom.
Andrzej: - Studiowałem architekturę krajobrazu. Można bardzo dobrze wykuć się do egzaminu, ale i tak trzeba pokazać egzaminatorowi, że się na przykład kupiło jakąś jego książkę, bo on z tego ma pieniądze. Żeby dostać dyplom z dobrymi ocenami, nie wystarczy zdać bardzo dobrze wszystkie egzaminy, trzeba dać za to kasę. Także na uczelniach państwowych.
Anastazja: - W Polsce tyle razy załatwialiśmy sprawy w urzędach i nigdy nikt nie zasugerował, że chce od nas łapówkę.
Andrzej: - I wszyscy są tacy grzeczni. Pamiętam jak dziś rejestrację samochodu w Warszawie. Czekaliśmy w poczekalni na swoją kolej, a do środka co chwila ktoś wchodził. I każdy mówił "dzień dobry". Byliśmy w szoku. "Ale jak to? To tu się tak ludzie zachowują?".
Andrzej: - Teraz, jeżdżąc na Ukrainę, sami wszędzie mówimy "dzień dobry".
Anastazja: - Ludzie patrzą na nas jak na nienormalnych.
Anastazja: - Gdy słyszę narzekania Polaków na urzędy albo w ogóle na swój kraj, mam ochotę ich wysłać na Ukrainę. Niechby pomieszkali miesiąc, dwa za ukraińską pensję lub emeryturę. Wracaliby szybko do Polski i na granicy całowali ziemię. Polacy narzekają na kraj, ale starają się go ulepszać. Ukraińcy narzekają i nic nie robią, by żyło im się lepiej. Śnią o Europie i czekają, aż ktoś przyjedzie i im tę bogatą Europę przyniesie.
Andrzej: - Już się tak przyzwyczaiłem do wygodnego, bezpiecznego życia w Polsce, że czasami zaczyna mnie ono nudzić. Ale wystarczy pięć dni na Ukrainie i chcę wracać do Warszawy. I znów się zachwycam Polską.
Reportaż Jacka Różalskiego
źródło: http://wyborcza.pl/duzyformat/1,127290,20624368,ukraincy-o-polsce-czysto-piekne-domki-trawniki-a-urzednik.html
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


2012.04.10 14:41 Technolog Poszedłem sobie w święta do kościoła

Poniżej moje gorzkie żale: przemyślenia związane z uczestniczeniem w mszy katolickiej w święta. Na końcu jest TL;DR.
Kościół katolicki w Polsce jawi mi się jak dach nad domem, składający się z tysiąca dachówek. Niektóre z dachówek są ładne, inne brzydkie. Niestety kilka z nich przecieka. Przeciekający dach nie tylko przestaje mieć sens, ale także szkodzi domowi, który wilgotnieje i staje się bezużyteczny. Te przeciekające dachówki to według mnie księża dopuszczający się pedofilii oraz ich zwierzchnicy, kryjący te praktyki. Możecie nazwać mnie naiwnym, ale dopiero wybuch tych skandali zrewidował jakiś czas temu moją wiarę w kościół i w Biblię (ta rewizja to proces), a jestem już po trzydziestce.
Jakieś dwa lata temu przestałem chodzić regularnie do kościoła, teraz chodzę od wielkiego dzwona. Wybrałem się też w ostatnią niedzielę, aby sprawić przyjemność mojej dziewczynie.
Oczywiście można wysuwać bardzo wiele słusznej krytyki wobec przebiegu mszy, różnorakich obrzędów, do których zyskuję teraz dystans. Ale chciałbym skupić się na ludziach, którzy tłumnie kościół odwiedzili.
Przyszliśmy w ostatniej chwili. Otwieramy drzwi kościoła, a tam w przedsionku ścisk, jak w puszce sardynek. Musimy wejść, bo jak to się u nas na Śląsku mówi, na zewnątrz piździ, czyli jest zimno i wieje. Gdyby pogoda była ładna, postalibyśmy na zewnątrz.
W środku pomiędzy ludźmi jest wąski przesmyk (jakby dróżka), idziemy nią szukając miejsca jak najbardziej z tyłu.
Dlaczego chcemy stanąć z tyłu kościoła? Ano dlatego, że jestem subskrybentem /tall. A więc jestem wysoki. Nawet bardzo wysoki – mam 2 metry wzrostu. I gdy stoję przed kimś, to prawie cały widok tej osoby stanowi moja kurtka (w lecie koszula).
W kościele najczęściej nie ma nikogo mojego wzrostu. Najczęściej ze swojej perspektywy widzę większość osób, gdy się stoi. Ci, co stoją z tyłu, często są zwyczajnie niscy. A w okolicach przednich ławek kościoła jest zupełnie pusto. Oni wolą stać z tyłu, nie dając mi możliwości niezasłaniania komuś.
Staję z boku i w myślach przygotowuję sobie gadkę, gdyby komuś coś się nie spodobało, której nie miałem okazji wypowiedzieć. Jestem bardzo wysoki od końca podstawówki i od tamtej pory w kościele stoję z tyłu. A więc nie wiem, czy na przykład księża się nie myją, czy może śmierdzi im z ust. Jestem za daleko. Mimo tego na kolędzie księża ani ministranci nie śmierdzą. Więc dlaczego ci wszyscy mali ludzie stoją z tyłu, uniemożliwiając wyższym niezasłanianie? Rozumiem osoby obawiające się zemdlenia, matki z małymi dziećmi, które muszą się szybko ewakuować, gdyby dzieciak nagle się rozdarł (w sensie: na całe gardło). Rozumiem, że ludzie lubią się o coś oprzeć. Ale większość z nich już nie ma o co się oprzeć, są niscy, nie przyszli z dziećmi, ale nie podejdą bliżej.
Może chcą jak najszybciej wyjść po mszy, oszczędzając kilka minut przeciskania się do wyjścia. Ale jednocześnie pokazują, jaką ogół wiernych wykazuje hipokryzję. Przychodzą tam nie na spotkanie z Bogiem, którego przedstawicielem jest ksiądz. Przychodzą, aby odbębnić. Byłem, nie mam grzechu.
Przeciwnie zachowują się ludzie na koncertach. Chcą być jak najbliżej swoich ulubieńców. To oczywiście pewna skrajność i trudno wyobrazić sobie, aby tak ludzie zachowywali się w kościele. Ale ci z kościoła wykazują skrajność w przeciwną stronę. Nie ma w kościele równowagi pomiędzy tymi, którzy chcą być bliżej, a tymi przy wyjściu. Wszystkich ciągnie do wyjścia.
Oczywiście piszę o kościołach masowych, nie o mszach dla młodzieży, oazowych i innych – tam wygląda to pewnie zupełnie inaczej. Jednak to stosunkowo nieliczne grupy zaangażowanych chrześcijan. W dziesiątkach kościołów, gdzie w ostatnich latach chodziłem na msze wygląda to bez wyjątku tak, jak opisałem.
Jestem przekonany, że większości księży odpowiada taki stan rzeczy. Księża udają, że próbują coś przekazać, wierni udają, że słuchają. Nikt się nie angażuje. Bo zaangażowanie się wymaga wysiłku. Komu by się chciało. Ci księża niwelują trud innych swoich kolegów po fachu - tych prawdziwie zaangażowanych, pomagających, których nie widać.
I to wszystko w święta, kiedy w każdym z domów tych ludzi porządki i przygotowanie potraw wymagały ogromnego wysiłku.
Już teraz mi się nie chce iść do kościoła w Boże Narodzenie :)
TL;DR: Poszedłem do kościoła: nie ma miejsc siedzących. Z tyłu ścisk, z przodu pustki. A ja mam 2 metry wzrostu i nie lubię zasłaniać.
Edit: literówki.
submitted by Technolog to Polska [link] [comments]


Ładne dziewczyny moim okiem. Śmieszne filmiki i piękne dziewczyny - YouTube TYPOWE KOBIETY XXI WIEKU 2! - YouTube 5 NAJPIĘKNIEJSZYCH KOBIET NA ŚWIECIE - 2018! - YouTube GDZIE I JAK DOTYKAĆ DZIEWCZYNY? - YouTube Streamerki które pokazały za dużo #5 - YouTube 10 NAJSEKSOWNIEJSZYCH TYPÓW DZIEWCZYN - YouTube 5 NAJPIĘKNIEJSZYCH DZIEWCZYN YOUTUBERÓW! - YouTube piluś - ładne dziewczyny - YouTube

Nagie Dziewczyny Zdjęcia Stockowe - 123RF

  1. Ładne dziewczyny moim okiem.
  2. Śmieszne filmiki i piękne dziewczyny - YouTube
  3. TYPOWE KOBIETY XXI WIEKU 2! - YouTube
  4. 5 NAJPIĘKNIEJSZYCH KOBIET NA ŚWIECIE - 2018! - YouTube
  5. GDZIE I JAK DOTYKAĆ DZIEWCZYNY? - YouTube
  6. Streamerki które pokazały za dużo #5 - YouTube
  7. 10 NAJSEKSOWNIEJSZYCH TYPÓW DZIEWCZYN - YouTube
  8. 5 NAJPIĘKNIEJSZYCH DZIEWCZYN YOUTUBERÓW! - YouTube
  9. piluś - ładne dziewczyny - YouTube

Witam, w dzisiejszym filmie Zaprezentuje kilka śmiesznych i ciekawych filmików z interentu SUBSKRYBUJ KANAŁ!!! https://goo.gl/9ATfsH WPADAJ NA FEJSA!!! h... Zasubskrybuj kanał i kliknij w dzwoneczek, aby być na bieżąco! 🔔 Utwór 'ładne dziewczyny' powstał w kuchni po treningu, kiedy przygotowywałem sobie szejka z ... Jeśli wam się też podobało dajcie like i zasubskrybujcie mój kanał.W dalszym filmie są widea nagrywane nie ma zdjęć! SNAPCHAT : DeeJayPallaside SUBSKRYBUJ : http://tinyurl.com/SubPls FANPAGE : http://www.facebook.com/DeeJayPallaside MAIL KONTAKTOWY : [email protected] NAJŚMIESZNIEJSZE GADŻETY DO TELEFONÓW: https://www.youtube.com/watch?v=93Kda6Lkf_s FILM NA SPINCE: https://www.youtube.com/watch?v=jJCU3gdbg2o Na świecie... Napisz w komentarzu która najbardziej ci sie podobała! 👍 50,000 ŁAPEK I KOLEJNA TAKA PRODUKCJA! 👉 SUBUJ! https://goo.gl/qL5Qho 🎬 POPRZEDNI FILM https://youtu.be/BwDV1E13H-8 TYPOWE KOBIETY XXI WIEKU 2! 👉 Danny ... Jak TO Robić? to kanał poświęcony edukacji seksualnej. Tym razem przeprowadzimy Was przez strefy erogenne na ciele kobiety. Jak dotykać dziewczynę, żeby spra... Dziewczyny sławnych Youtuberów często stają się internetowymi sławami. Uroda niezaprzeczalnie im w tym pomaga, dzisiaj nawiązując do tego wstępu chciałbym ...